TYTUŁ Światło, które utraciliśmy
AUTOR Jill Santopolo
Rok wydania 2017
Wydawnictwo Otwarte
"Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy York, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem. Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzje. Czy pierwsza miłość okażę się też ostatnią?"
Studenckie życie Lucy i Gabe`a przerywa tragedia z dnia 11 września 2001 roku. Wtedy to oczy całego świata skierowane były na Nowy York, gdzie w wyniku ataku terrorystycznego runęły dwie bliźniacze wieże Word Trade Center. Tego dnia oczy bohaterów spojrzały na siebie całkiem inaczej, tego dnia właśnie narodziła się ich miłość...
Uczucie, które czeka jeszcze niejedna próba.
Spotykają się ponownie po ponad roku, wtedy ich miłość przechodzi apogeum. Obydwoje spełniają się zawodowo, dążą do upragnionego celu, jednak nie potrafią poświecić swojej kariery dla drugiej osoby. Ich drogi rozchodzą się ponownie i wydawałoby się, że wszystko jest już poukładane - Gabe wyjeżdża na Bliski Wschód, by móc się spełniać w roli fotografia, Lucy zostaje w Nowym Yorku, tutaj buduje swoje życie na nowo.
Czy będzie im dane spotkać się ponownie? Czy ich uczucie przetrwa? Czy będą jeszcze razem?
"Światło, które utraciliśmy" to opowieść o miłości, która niejedno ma imię i o uczuciu, które nie wygasa pomimo upływu lat...
Książka uświadamia Nam również jak kruche jest życie oraz jak wiele można stracić w jedną chwilę.
Dzięki historii Lucy i Gabe`a w tle z WTC, uświadamiamy sobie, że pomimo zła, które Nas dotyka życie toczy się dalej...
***
Polecam książkę. Urzekła mnie ona począwszy od szaty graficznej okładki, przez dedykację "Dla Nowego Yorku", po pierwszoosobową narrację Lucy, której odbiorcą jest Gabe. Pewne fakty były dla mnie zaskoczeniem, wydawało mi się, że już wiem jaki będzie koniec, a tu kolejny zwrot akcji.
***
Pozdrawiam
P.

Książka jest na mojej liście do kupienia, ale nie jestem do niej przekonana w stu procentach :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
jaholiczka.blogspot.com
Ja Ci ją polecam - wydaje mi się, że nie będziesz żałować. Ja też na samym początku sceptycznie do niej podchodziłam, przeczytałam dopiero jak wielkie boom na nią minęło...
Usuń